Kategoria: Marketing Online

Marketing online – nowości i ciekawostki

W zasadzie większość dobrze Wam znanych trzyliterowych skrótów zaczynających się na „S” przewijających się na tym blogasie (jak. SEO, SEM, SMO etc.) to nic innego jak marketing zintegrowany w sieci czy też wyszukiwarce. Jest jednak szansa, że części z Was nie będą interesowały „twarde” rzeczy jak algorytm Google, optymalizacja techniczna czy inne sprecyzowane zagadnienia – dlatego stworzyliśmy tę ostoję marketingowców, CMO’s i innych strategów, których codzienny świat to rozkminki szerszej wody, prezentacje, wymądrzanie się i „gadająca głowa”. Tu będzie ogólnie i tu będzie szeroko.

 

Marketing Zintegrowany aka Inbound Marketing

Jaka jest różnica między jednym a drugim? Żadna w zasadzie – tyle że jedna po naszemu, a druga w języku lengłydż. Będziemy tu o tym pisali, znajdziesz tu przykłady działań, case study oraz drogę ewolucji tej branży w polskim internecie.

 

Poniżej wszystkie wpisy w kategorii Marketing online:

  • Czego kredytodawca oczekuje od przedsiębiorcy?

    Czego kredytodawca oczekuje od przedsiębiorcy?

    Przedsiębiorcy, którzy mają firmy w stadium zalążkowym, tzw. start up’y lub osoby wchodzące z pomysłem w biznes mają problem z finansowaniem działalności. Dostawcy kapitału gruntownie szacują ryzyko, zanim podejmą pozytywną decyzję o udzieleniu wsparcia.

    Rynkowymi (niekapitałowymi) źródłami finansowania mikro i małych firm są przede wszystkim kredyty i gwarancje (które często pozwalają na uniknięcie zamrożenia środków własnych, np. w przypadku kaucji), leasing i faktoring. Ich wspólną cechą jest konieczność zbadania przez stronę finansującą wiarygodności i zdolności kredytowej podmiotu finansowanego oraz ocena ryzyka transakcji. Zależnie od sposobu finansowania, większy nacisk jest położony na przedmiot finansowania, stanowiący często zabezpieczenie, na efekty bieżącej działalności firmy lub na prognozę rentowności inwestycji.

    Dla uproszczenia, poniżej mowa o kredycie jako najpopularniejszej formie finansowania i o banku jako najczęstszym źródle tego finansowania.

    Najpierw pieniądze prywatne i publiczne

    Choć banki są najczęstszym źródłem pozyskiwania pieniędzy na biznes, w segmencie mikrofirm najważniejszym i najpewniejszym źródłem pieniędzy są pożyczki prywatne, najczęściej od rodziny i znajomych. Rodzina i znajomi wspierają też przedsiębiorców, udzielając poręczeń. W ostatnich latach coraz większą rolę zaczyna odgrywać pomoc publiczna, w postaci bezpośredniego finansowania, poręczeń lub wsparcia merytorycznego (np. szkolenia), która – choć niewątpliwie korzystna z perspektywy beneficjentów – powoduje oderwanie procesu alokacji środków do najkorzystniejszych biznesowo przedsięwzięć oraz zwiększenie obciążeń podatkowych na obszarze, z którego pochodzi. Po pieniądze instytucji finansowych sięga się zazwyczaj wtedy, kiedy skala potrzeb przerasta możliwości prywatnych pożyczkodawców, na pomoc publiczną trudno liczyć, a tzw. aniołowie biznesu nie widzą szansy na spory zysk dla siebie.

    Sprzeczne dane

    Wracając do bankowego kredytodawcy, obie strony transakcji przystępują do niej z różnych pozycji. Tylko nieco przesadzając, można powiedzieć, że przedsiębiorca koncentruje się na tym, jak zainwestuje pozyskane środki (będzie miał ładniejszy sklep, lepszą maszynę, poszerzy asortyment), natomiast bank jest bardziej zainteresowany możliwością spłaty kredytu. Poprawa jakości prowadzenia biznesu nie jest bowiem dla banku wartością samą w sobie. Staje się istotna dopiero po przełożeniu na dochody wierzyciela. Dlatego podstawowym zagadnieniem jest ustalenie faktów przed zawarciem transakcji. Nawet jeśli te fakty uniemożliwią udzielenie kredytu, to – wbrew pozorom – lepiej dla obu stron. Dla banku, to oczywiste – nie udzieli złego kredytu.

    Dla klienta często też lepiej – nie włoży pieniędzy w zły interes, nie stanie się niewypłacalnym dłużnikiem. Nie znaczy to, że banki są nieomylne i odrzucają jedynie wnioski o złe kredyty, a dobre zawsze akceptują. Banki zasadniczo chcą udzielać kredytów – w końcu to korporacje, z planami sprzedażowymi i presją na wynik. Jedną z częstych przyczyn odrzucania wniosków kredytowych są więc sprzeczności w informacjach dostarczanych przez potencjalnego kredytobiorcę. Jeśli nie da się ich sensownie wyjaśnić (a bogactwo sytuacji życiowych, uzasadniających pozorne sprzeczności, często zaskakuje), może to oznaczać utratę wiarygodności kredytowej strony finansowanej. Dlatego ważne jest, aby obraz firmy wynikający z dostarczanych bankowi danych był spójny.

    Zbyt mało informacji

    Żeby ułatwić proces ustalania faktów, dobrze jest zbudować relację z drugą stroną. Bankom zależy na takiej relacji, głównie dlatego, że daje ona szansę na zwiększenie gamy sprzedawanych klientowi produktów, ale również dlatego, że łatwiej i bezpieczniej robić interesy ze znanym partnerem. Przedsiębiorca z kolei powinien wiedzieć, że głębsza znajomość jego biznesu pozwala na lepsze dostosowanie oferty i ułatwia podjęcie pozytywnej decyzji o finansowaniu. Kolejnym częstym powodem odrzucania wniosków kredytowych jest bowiem niewystarczająca ilość informacji. Warto pamiętać, że bank ma nie tylko stwierdzić, że nie zauważono negatywnych przesłanek do udzielenia finansowania. Ma dojść do ustaleń pozytywnych, czyli takich, z których wynika że jego ewentualny klient ma zdolność kredytową i jest wiarygodny.

    Zbierane fakty i informacje służą oddzieleniu klientów dobrych od złych. Często spotkać się można z opiniami krytykującymi instytucje finansujące. Osoby starające się o kredyt mówią – jestem uczciwym człowiekiem, prowadzę porządny biznes, a oni każą mi udowodnić, że jestem wiarygodny. To prawda, bo jak mówią doświadczeni bankowcy, około 95% klientów jest uczciwych. Problem pierwszy polega na tym, że uczciwy człowiek też może zrobić błąd – wejść w zły interes – zatem rzecz wymaga zbadania. Problem drugi polega na tym, że nieuczciwi oraz ci, którzy błędnie oceniają swoją sytuację znacznie częściej starają się o finansowanie, ponieważ częściej ich wnioski są odrzucane. Właśnie z tego powodu instytucja finansująca musi mieć wystarczającą ilość danych, żeby rozróżnić, kto do jakiej grupy należy.

    Zdolność kredytowa

    Na rynku występują dwie podstawowe metody oceny zdolności kredytowej oraz ich mutacje, zawierające elementy obu.

    Pierwsza metoda opiera się głównie na udokumentowanych danych historycznych, zwłaszcza finansowych. Jest to metoda prostsza (dla oceniającego) i pewniejsza. Dlatego jest stosowana zwykle przy kredytach mniejszych, w przypadku których czas poświęcony na głębszą analizę byłby zbyt kosztowny w porównaniu do możliwego zarobku instytucji finansowej.

    Druga wymaga zbudowania prognozy finansowej kredytobiorcy, czasem wręcz biznes planu. Stosuje się ją przede wszystkim przy kredytach większych, praktycznie zawsze przy finansowaniu inwestycji. Opieranie się wyłącznie na dokumentach finansowych może spowodować odcięcie od kredytowania potencjalnie dobrych firm przede wszystkim dlatego, że w przypadku prostych form prowadzenia księgowości i rozliczeń podatkowych (karta podatkowa czy ryczałt) zakres danych zawartych w dokumentach jest ograniczony i nie pozwala na stwierdzenie zdolności kredytowej.

    Dlatego niektóre banki stosują metodę drugą nawet do kredytów małych i budują prognozę przepływów pieniężnych firmy w oparciu o autorską metodologię, pozwalającą na powiększenie wiedzy o przedsiębiorstwie i przedsiębiorcy w celu stwierdzenia posiadania przez niego zdolności kredytowej nawet, jeśli nie wynika to bezpośrednio z dokumentów.

    Oczywiście, jeśli na podstawie dokumentów można stwierdzić jednoznacznie brak zdolności kredytowej – to szans na kredyt nie ma.

    W związku z powyższym, ubiegając się o finansowanie przedsiębiorca powinien rozpocząć rozmowę z bankiem od ustalenia, czy bank akceptuje stosowaną przez niego formę prowadzenia ksiąg i rozliczeń podatkowych oraz czy strata wykazana w ostatnim okresie rozliczeniowym (jeżeli wystąpiła) nie jest czynnikiem powodującym automatyczne odrzucenie wniosku. Warto również na początku sprawdzić – choć nie dotyczy to bezpośrednio zagadnienia zdolności kredytowej – czy bank akceptuje cel kredytowania, czy branża, w której działa przedsiębiorca, nie jest objęta istotnymi ograniczeniami dotyczącymi dostępności finansowania oraz czy przedsiębiorca i bank zgadzają się co do sposobu wykorzystania środków (np. w zakresie wymogów udokumentowania wydatków).

    Nieprzetestowany biznes

    Starając się o finansowanie należy pamiętać, że banki są konserwatywne. Informacja o tym, że klient planuje zrobić coś niezwykle innowacyjnego, czego jeszcze nikt nigdy nie zrobił, budzi zapewne szacunek dla jego pomysłowości, ale w dokumentach dotyczących oceny ryzyka może pojawić się adnotacja: nieprzetestowany model biznesowy. Taka postawa banków wynika z ograniczonych możliwości uczestnictwa w potencjalnie wysokich zyskach (bank zarobi tylko na odsetkach, a nie na wzroście biznesu), ale pełnym uczestnictwie w ewentualnej porażce, jeśli pomysł kredytobiorcy nie zdobędzie rynku. Sztandarowym przykładem z niedalekiej przeszłości jest „bańka internetowa”.

    Na przełomie wieków powstało wiele szalenie innowacyjnych firm. Niektóre rozwinęły się w wielkie i zyskowne biznesy, ale wiele upadło i większość zainwestowanego kapitału została zmarnowana. To po prostu nie są interesy dla banków. Z podobnych powodów niechętnie finansują one firmy rozpoczynające działalność. Zwykle wymagają około roku prowadzenia działalności, żeby ocenić, czy firma już okrzepła i jest w stanie spłacać zobowiązania.

    Zabezpieczenia

    Podejście do biznesu pokazane w „Ziemi obiecanej”, które opierało się na zasadzie „ty nie masz nic, ja nie mam nic, razem zbudujemy fabrykę” może co prawda przynieść sukces, ale raczej nie pomoże w otrzymaniu kredytu. Startującym firmom, bez wkładu własnego, trudno otrzymać finansowanie. Wkładem własnym może być, wspomniany wyżej, sprawdzony model biznesowy, ale też pomysł na usprawnienie tego modelu. Bardzo cenne jest również doświadczenie osób prowadzących firmę, gdyż jakość kadry zarządzającej jest jednym z ważnych czynników oceny kredytowej. Oprócz elementów wartości dodanej, jak opisane powyżej, istotne jest aby strona finansowana również podejmowała ryzyko poprzez zaangażowanie własnych środków lub przedstawienie zabezpieczenia.

    Podstawową funkcją zabezpieczenia jest umożliwienie bankowi odzyskania pieniędzy w sytuacji, kiedy wierzyciel nie reguluje swoich zobowiązań, bo jego biznes nie przynosi wystarczających zysków. Dodatkowo, zabezpieczenie ma funkcję motywacyjną – jeśli bank może odebrać dom lub istotne składniki majątku produkcyjnego, wówczas płatności wobec niego znajdują się na górnych miejscach listy priorytetów. Bankierzy zwykle mawiają, że poręczyciel jest najlepszym indykatorem, bo nie jest tak bezosobowy jak instytucja finansująca i dysponuje rozległą gamą środków nacisku.

    Podsumowując, bank chce się upewnić, co do wiarygodności i zdolności kredytowej kredytobiorcy. Wiarygodność polega na woli spłaty, czyli poważnym podchodzeniu do zobowiązań (stąd ogromne znaczenie historii kredytowej). Ocena zdolności kredytowej koncentruje się na możliwości spłaty, czyli uzyskaniu środków na spłatę zobowiązań. Wszelkie informacje i dane pozwalające wierzycielowi na pozytywną ocenę tych dwóch elementów (w tym informacje o nie występowaniu czynników negatywnych, jak np. zaległości wobec innych wierzycieli) znacząco zwiększają prawdopodobieństwo uzyskania finansowania.

  • Brand. Marka. Internet. Krótka rzecz o nowej świadomości.

    Brand. Marka. Internet. Krótka rzecz o nowej świadomości.

    W dobie wzmocnienia działań znanych brandów zmierzających w kierunku dominacji swoich obszarów na rynkach e-commerce nie ma już wątpliwości, że marka ma znaczenie. Rozmiar marki, a raczej jej zasięg i świadomość konsumentów, przekłada się dziś bezpośrednio na błyskawiczny sukces. Przykłady można mnożyć na podstawie firm, które wchodząc w e-handel skutecznie zdominowały swój segment rynku.

    Patrząc na marki, które swoim zasięgiem całkowicie zawładnęły danym segmentem rynku, zastanawiamy się, czy mały sklep internetowy ma jakiekolwiek szanse, aby z nimi walczyć? Czy branding jest potrzebny i czy w ogóle powinniśmy zaprzątać sobie nim głowę?

    Brand z głową

    Chodzi oczywiście o zaplanowanie własnego brandu, aby w przyszłości, gdy rozwiniemy już nasz biznes, nie obudzić się z etykietą: „Gniotpol” czy „Kamilex” , która będzie kulą u nogi naszego biznesu. Z całym szacunkiem dla marek – można je było lepiej zaplanować na starcie, aby nie świecić przez lata złym przykładem tzw. namingu.

    Zatem, co powinien zaplanować e-sklep, aby jego marka miała szansę na sukces? Przede wszystkim marką sklepu jest jego domena. To domenę sklepu identyfikują klienci i nie liczy się dla nich firma stojąca za eksponowanym na każdej stronie sklepu logotypem (wg wszelkich standardów użyteczności należy je umieścić w lewym górnym rogu strony). Domena to nie tylko adres sklepu, ale marka, którą sukcesywnie rozwijamy budując tym samym zasięg i przewagę konkurencyjną. Dobra domena i logo, zarówno pod kątem nazwy jak i spójności wizualnej, to jeden z elementów skutecznego brandingu.

    Branding – a komu to potrzebne?

    Branding jest bezpośrednio związany z misją firmy, a ta powinna być wyrażana w sloganie reklamowym zwanym w schemacie logo – tagline’em. Tagline to krótkie zdanie złożone z dwóch, trzech, czasem większej ilości wyrazów przemycających zawartość naszego sklepu i jego unikatowe cechy w świat konsumenta.

    Wymienione elementy to absolutne podstawy budowania własnej marki sklepu internetowego. Bez odpowiedniego zaplanowania i ich konsekwentnego eksponowania mało istotna będzie kampania brandingowa, strona wizualna sklepu, nie wspominając o papierze firmowym czy stercie wizytówek, którymi młodzi e-sprzedawcy z wielkim uwielbieniem zasypują swoich klientów. Aby działać skutecznie i zwiększać pole oddziaływania na konsumenta, trzeba wiedzieć dokąd zmierzamy i wyrażać to silną marką.

    Pamiętając o tych zasadach – już dziś zweryfikuj nazwę Twojego sklepu internetowego i zastanów się, czy taka marka pozwala Ci bez kompleksów poruszać się w świecie online.

  • Sytuacje kryzysowe w Social Media

    Sytuacje kryzysowe w Social Media

    Sytuacje kryzysowe nie zdarzają się wyłącznie dużym firmom, ale także tym mniejszym i całkiem małym. Częste są przypadki, gdy na forach internetowych i portalach społecznościowych, takich jak np. Facebook, rozczarowani klienci żalą się na sklep internetowy. Jedna taka opinia może rozpocząć lawinę negatywnych komentarzy, co za tym idzie bardzo źle wpłynąć na reputację firmy. Co w takim razie zrobić, gdy już jesteśmy w złym położeniu? Najważniejsze to zachować spokój, w ten sposób dużo łatwiej będzie nam działać. Do każdej sytuacji kryzysowej trzeba podejść indywidualnie.

    Kryzys w Social Media – jak sobie radzić?

    Popularnym problemem jest brak uznania reklamacji klienta lub niska jakość obsługi. W takiej sytuacji należy w stosunkowo szybkim czasie skontaktować się z klientem ,który wywołał kryzys. Mile widziane jest aby zajmowała się tym osoba z wyższego stanowiska. Dzięki temu klient się czuje wyróżniony i proces trwa szybciej. Po kontakcie należy zapoznać się z sytuacją klienta, przeanalizować ją i spróbować znaleźć optymalne rozwiązanie.

    Jakie są przykładowe rozwiązania problemów? Klient narzekający na problemy z kontaktem zostaje przeproszony i dostaje rabat na najbliższe zakupy. Klient który otrzymał przedmiot niezgodny z opisem otrzyma możliwość zwrotu (wraz z poniesionymi kosztami) lub rekompensatę jeśli produkt nie jest wybrakowany. Klienci czekający długo na towar dostaną możliwość zwrotu wpłaconych pieniędzy. Istnieje rozwiązanie każdego trudnego problemu. Jeśli dojdziemy z klientem do porozumienia warto poprosić o usunięcie negatywnych komentarzy lub sprostowanie drugim komunikatem. Jeśli mamy możliwość włączenia się do dyskusji warto także podsumować, że rozwiązaliśmy sytuacje z klientem i dołożymy wszelkich starań aby sytuacja taka więcej nie miała miejsca.

    Czy to wystarczy?

    Czasami zaistniały problem nie zależy ani od nas ani od klienta. Przykładowo towaru nie było na stanie, w międzyczasie zmieniła się jego cena. Klient zamawia po starej cenie, zostaje poinformowany o nowej cenie i jest na nas wściekły. Co możemy zrobić? Możemy wysłać towar w starej cenie czyli stracić pieniądze na transakcji nie tracąc reputacji, przeprosić i poinformować o możliwości rezygnacji bez ponoszenia kosztów. Warto też dać klientowi rabat na kolejne zakupy. Jednak najlepszym sposobem na sytuacje kryzysowe jest ich unikanie, choćby przez stały kontakt z klientem na każdym etapie sprzedaży oraz szybkie i rzeczowe odpowiedzi na zadane pytania. Pożaru w mediach społecznościowych lepiej po prostu unikać, niż później martwić się tym, jak go ugasić.