W zasadzie większość dobrze Wam znanych trzyliterowych skrótów zaczynających się na „S” przewijających się na tym blogasie (jak. SEO, SEM, SMO etc.) to nic innego jak marketing zintegrowany w sieci czy też wyszukiwarce. Jest jednak szansa, że części z Was nie będą interesowały „twarde” rzeczy jak algorytm Google, optymalizacja techniczna czy inne sprecyzowane zagadnienia – dlatego stworzyliśmy tę ostoję marketingowców, CMO’s i innych strategów, których codzienny świat to rozkminki szerszej wody, prezentacje, wymądrzanie się i „gadająca głowa”. Tu będzie ogólnie i tu będzie szeroko.
Marketing Zintegrowany aka Inbound Marketing
Jaka jest różnica między jednym a drugim? Żadna w zasadzie – tyle że jedna po naszemu, a druga w języku lengłydż. Będziemy tu o tym pisali, znajdziesz tu przykłady działań, case study oraz drogę ewolucji tej branży w polskim internecie.
Poniżej wszystkie wpisy w kategorii Marketing online:
Czy zastanawiałeś się jak wykorzystać Google Plus do zwiększenia ruchu? Ja kiedyś słyszałem o kimś, kto dzięki pewnym sztuczkom zwiększył ruch z Google Plus o 400 – 500%! ;)
Chciałbym Ci przedstawić kilka tych „sztuczek„, które służą głównie do zwiększenia zaangażowania użytkowników zarówno na stronie Google + jak profilu.
Jak wszyscy wiemy Google+ jest jednym z największych portali społecznościowych, który odpowiednio wykorzystany może sprowadzić sporą ilość ruchu na nasze strony.
Przedstawione dalej w tym wpisie sztuczki, działają najlepiej dla tych, którzy posiadają dużą liczbę osób obserwujących profile. Dlatego też poniżej dowiesz się jak zdobyć więcej obserwujących na Google Plus poprzez zaangażowanie, a następnie wykorzystać je dla uzyskania ruchu oraz + 1, co z kolei przełoży się na dobro SEO.
Strategie zwiększające ruch na Google Plus
W uzyskaniu większego ruchu z Google Plus pomocne będą poniżej wymienione strategie. Taki podział ułatwi Ci późniejsze wykonywanie tych głównych etapów oraz pomoże mi w dodaniu kilku słów kluczowych więcej do tego artykułu ;)
1. Zdobądź obserwatorów wśród osób, które blogują oraz dzielą się artykułami zwłaszcza w Twojej niszy.
2. Dodatkowa optymalizacja tytułów i opisów w postach na Google Plus i profilu.
3. Dodanie niestandardowych obrazów dla wyróżnienia Twoich artykułów.
W tym wpisie dowiesz się, że istnieją pewne strategie pozwalające poprawić pozycję słów kluczowych oraz zwiększyć ruch z wyników wyszukiwania w Google poprzez odpowiednie optymalizowanie wpisów na Google Plus.
Strategia # 1: Zdobywanie obserwatorów w Twojej niszy na Google Plus
Na swoim profilu lub stronie Google+ na górze w pasku wyszukiwania podaj słowo kluczowe/frazę związaną z Twoją niszą. Może to być każda fraza powiązaną z niszą, w której blogujesz. W naszym przypadku jest to np: „SEO„.
Następnie wybierz zakładkę „Społeczności” i dołącz do nich, abyś mógł łatwo i często w nich uczestniczyć.
Wybór społeczności w Google Plus
Często (codziennie) sprawdzaj te społeczności i oczywiście pisz na tematy związane z daną niszą. Pamiętaj: Udzielanie się w danej społeczności nie kończy się tylko na publikowania Twoich postów, ale również na pisaniu komentarzy oraz dawania +1 postom, które Tobie się spodobają.
Komentowanie postów/wpisów na Google Plus w Twojej niszy, podniesie Twój autorytet jako specjalisty i sprawi, że kolejne osoby zaczną Cię obserwować. Równie ważne jest to, że kiedy dasz +1 i/lub skomentujesz dany wpis, jego autor dostanie powiadomienie i może zacząć Ciebie również obserwować
Przez stosowanie tej strategii możesz wygenerować sporą ilość osób obserwujących Twój profil, a im większa społeczność oraz dużo aktywnych użytkowników tym lepiej.
Gdy już zdobędziesz słuszną ilość osób obserwujących Ciebie lub Twój profil, możesz w łatwy sposób zwiększyć ruch na swoją stronę oraz zdobyć kilka bardzo cennych +1
Bonus: Dzięki tej metodzie możesz w dość prosty sposób zdobyć komentarze oraz polubienia Twojego wpisu na Google Plus. Wystarczy, że najpierw wrzucisz wpis na swój profil (o odpowiedniej optymalizacji takiego wpisu dowiesz się w dalszej części artykułu), więc będzie się on wyświetlał jako pierwszy, a następnie za pomocą dodawania +1 oraz komentarzy (oczywiście merytorycznych) w wybranej przez Ciebie społeczności zwrócisz uwagę autorów tych postów. Bardzo często w woli rewanżu zaczną oni komentować i/lub plus jedynkować Twój najnowszy post ;)
Strategia # 2: Optymalizacja wpisów/postów na Google Plus
Przeważnie większość osób chcących podzielić się na Google Plus swoim najnowszym postem tylko kopiuje adres URL, po czym udaje się na Google+, aby go wkleić – i już. Nie ma w tym nic złego, ot chcą się podzielić tworzoną przez siebie treścią. Jednak ta treść nie wyróżni się sama. Istnieją pewne rozwiązania w Google Plus o których mało kto wie, a które Warto użyć, aby zwiększyć zaangażowanie czytelników.
Pogrubienia w treści postów na Google Plus
Google Plus pozwala na użycie pewnych znaków, które są wykorzystywane do nadania odpowiedniego stylu naszym postom na Google Plus. Jednym z nich jest gwiazdka * [shift + 8]
Umieszczając te gwiazdki przed i po słowie w treści opisu to dane słowo stanie się pogrubione – jak przy zastosowaniu <strong>
Dodawanie pogrubień frazy w Google Plus
Kursywa w treści postów na Google Plus
Podobnie można użyć podkreślenia „_” aby pochylić konkretne słowo lub zdanie, podobnie jak w poprzednim punkcie.
Umieszczając znaki podkreślenia przed i po słowie w treści opisu to dane słowo zostanie pochylone – jak przy zastosowaniu <em>
Dodawanie kursywy dla słowa w Google Plus
Przekreślenie w treści postów na Google Plus
Możesz również użyć myślnika „-” aby przekreślić konkretne słowo lub zdanie, podobnie jak poprzednio.
Umieszczając znaki myślnika przed i po słowie/zdaniu w treści opisu zostanie ono przekreślone – jak przy zastosowaniu <del>
Przekreślanie słow w treści w Google Plus
Dodawanie hashtagów w postach na Google Plus
Hashtag to słowo lub fraza (bez spacji) z symbolem # (np. #Google). Po kliknięciu hashtagu zobaczysz powiązane z nim wpisy.
Dodając hashtagi do swojego wpisu, ułatwiasz innym odkrycie Twojego profilu i tego, co udostępniasz.
Podczas pisania dodaj symbol hashtagu (#) i słowo będące hashtagiem (np. #seo). Nie używaj spacji ani symboli.
Bonus: Bogate opisy postów w Google Plus
Postaraj się napisać więcej o udostępnianym przez Ciebie artykule w Google+ w treści opisu (używając powyższych wyróżnień treści) oraz starając się używać powiązanych słów kluczowych z treścią posta,
Do każdego opisu postaraj się dodać 'nawołanie do akcji’ w postaci dopisania np „czytaj więcej”. Dzięki temu wykorzystujemy tendencję użytkowników do klikania w tego rodzaju odnośniki, a jak wszyscy wiemy Google śledzi zaangażowanie użytkowników ;)
Kiedy już zdobędziesz dużo obserwatorów Twojego profilu lub strony to w momencie, gdy taki użytkownik dokonuje wyszukiwania w Google istnieje możliwość, że Twój post (ten odpowiednio przygotowany) pokaże się wśród wyników organicznych – oczywiście o ile użytkownik jest zalogowany na swoje konto Google Plus,
Ich lepsza widoczność jest również spowodowana tym, że posty na Google Plus często indeksują się szybciej od zwykłych postów/stron www (a może warto to wykorzystać do przyspieszenia indeksacji ;)
Strategia # 3: Stosowanie na Google Plus własnych obrazów (serio?!)
Dodawanie własnych obrazów do udostępnianych treści na profilach Google Plus to bardzo często dobry pomysł z uwagi na możliwość edytowania ich w celu uzyskania większego zaangażowania użytkowników.
Najpierw kliknij w ikonkę zdjęcia – tak jak na zdjęciu poniżej
Dodawanie własnego zdjęcia w Google Plus
Po dodaniu zdjęcia pokażą się dodatkowe opcje dzięki, którym możesz dodać do zdjęcia np napisy
Możesz je dodać klikając symbol pokazany poniżej
Optymalizacja obrazów w Google Plus
Następnie wystarczy dodać kilka napisów przykuwających uwagę naszych czytelników
Dodawanie tekstów do zdjęcia
Post z dodanym zdjęciem wraz z napisem
Post z własnym dodanym zdjęciem z napisami
Skorzystaj z tych punktów do zwiększenia swojej widoczności w Google Plus
Warto przy każdym dodawanym poście przestrzegać wszystkich tych strategii. Pomoże to zdobyć więcej obserwujących, zwiększy ruch na Twoją stronę, pomoże zdobyć dodatkowe +1, a wszystko to może przekształcić się w wyższe pozycje w wynikach wyszukiwania.
Cyfrowy świat marketingu, czy cyfrowy marketing to tak pięknie nie po ludzku nazywany Digital Marketing. Jest to nic innego jak prowadzenie działań polegających na wykorzystaniu mediów cyfrowych (np. telewizja, Internet, komóreczka) w celu dotarcia do określonej grupy docelowej, czyli, oho już marketing :)
Określenie jest zgoła szerokie jak widzisz i zawierać się w nim może praktycznie wszystko co robimy „cyfrowo”, a więc również przez Internet.
Jednak nie wszystkie działania mogą przynieść odpowiedni skutek, a kiedy mamy do czynienia z własnym biznesem, który próbujemy pchać do przodu jak Syzyf, wtedy lepiej się już nie potykać.
Cyfrowy marketing jest jednym z najlepszych i skutecznych metod wspierania biznesu, gdzie konkurencja w postaci wielgachnych budżetów nie jest głównym determinantem sukcesu (dlatego to takie wspaniałe). Wraz z upływem czasu, oraz przenoszeniem świata rzeczywistego do „wirtuala” staje się również co raz ważniejsza dla biznesu, zwłaszcza dla małych firm.
Jak możesz wykorzystać marketing cyfrowy w swoim biznesie, aby rosnąć szybciej, zwiększyć widoczność swojej działalności, promować własną markę oraz w konsekwencji zwiększyć sprzedaż cokolwiek oferujesz? Jeśli mówimy o cyfrowej strategii marketingowej, to nie różni się od tradycyjnego marketingu, jeśli chodzi o cel i przeznaczenie to jest tak samo – wiadomka.
W tym artykule omówię kilka doskonałych strategii marketingu cyfrowego dla małego biznesu.
1. Przede wszystkim wykorzystaj odpowiednie narzędzia.
Generalnie marketing cyfrowy to nie tylko profesjonalne usługi SEO, tak samo jak nie jeden Adidas to Nike, a Google to nie Internet ;), więc wybór odpowiedniego narzędzia jest nie bez znaczenia. Należy zdecydować, które narzędzie użyć do wykorzystania, kiedy i w jakim celu.
Próbując zbyt wielu rzeczy na raz, możesz zepsuć całą swoją strategię, a kiedy indziej wręcz trzeba korzystać z wielu różnych ścieżek dotarcia do Klienta, „boostując” jedne kanały innymi – ale o tym za chwilę.
Poniżej kilka prostych przykładów.
SEO – SEO jest wiarygodną i skuteczną metodą promowania firmy, do której nie trzeba już nikogo przekonywać. SEO to must have dzisiejszego świata cyfrowej mentalności, z którą nie warto walczyć. Takich fundamentów jest jeszcze kilka, jednak osobiście uważam, że SEO jest jednym z ważniejszych. SEO to element digital marketingowej strategii, która napędza ruch z wyników wyszukiwania, zwiększa widoczność i rozpoznawalność firmy i dociera do osób głównie zainteresowanych tematem, produktem czy usługą – w końcu użytkownicy sami jej szukają c’nie?
Oczywiście potrzeba czasu, aby wygenerować odpowiednie wyniki, niemniej jednak SEO zapewnia stałą widoczność strony w wyszukiwarce co konsekwentnie przekłada się na ruch oraz sprzedaż.
Social Media Marketing – Social Media Marketing jest obowiązkowy dla wszystkich rodzajów działalności online, zarówno małych i dużych firm, blogów oraz sklepów, ba nawet osób prywatnych, których nazwisko jest marką samą w sobie. Konstruktywna kampania social media przyciąga uwagę coraz większej ilości zwolenników i ostatecznie przekształca tychże obserwujących czy lajkujących bezpośrednio w klientów.
Stworzenie silnej obecności online w głównych kanałach społecznościowych, takich jak Facebook, Twitter, Instagram itp. i potrafi zwiększać zainteresowanie produktami i usługami (a niekiedy stworzyć potrzebę czy nawyk wow!) w sposób regularny. Wiem, że to nie jest takie proste, a właściwie jest to czasochłonne, to całe zarządzanie stronami wśród różnych serwisów społecznościowych. Jest to jednak proces marketingu internetowego dla firm i trzeba.to.robić.
PPC – PPC to najszybszy sposób, aby zwiększyć ruch na stronie i promować firmę w Internecie. Jest to również doskonałe rozwiązanie dla osób pytających „co ja z tego będą miał?” gdzie działa to na zasadzie wpłacasz=masz na już, now, teraz.
PPC jest niezależne od zmian algorytmu Google i dość łatwe w obsłudze dla początkujących. Tak PPC ma wiele zalet – głównie szybki rezultat, przynoszący bardzo trafny (o ile dobrze targetowany) ruch na witrynę, a po odpowiedniej optymalizacji potrafi zmaksymalizować zwrot z inwestycji. Wady? Płacisz, więc jesteś, nie płacisz=musisz zapłacić no i tzw. Banner blindness, czyli ślepota bannerowa (tak dotyczy również reklam kontekstowych)
2. Content Marketing – Treść jest królem w świecie marketingu cyfrowego.
Unikatowa, skuteczna i wciągająca treść tworzy lojalnych użytkowników, motywuje ludzi do komentowania, oraz dzielenia się nią w social media. Tworzenie wysokiej jakości treści potrafi nie tylko napędzić ruch, zwiększyć widoczność marki, przedstawić firmę jako eksperta czy rozejść się w niesamowitej skali (tyyyle linków), ale ma mocne predyspozycje, aby przemienić zwykłego czytającego w klienta – to dopiero magia :)
Pisz treści dla czytelników nie dla wyszukiwarki. Pamiętaj o tym kiedy piszesz artykuł, wpis na blog lub informację prasową – spróbuj dodać coś sensownego, ciekawego i istotnego dla Twojej grupy docelowej. Wspomniałem, aby treść była możliwie unikatowa? Nie, nie dlatego bo „duplicate content”, ale dzięki temu użytkownicy nie będą musieli ponownie czytać tego samego tematu, co prawdopodobnie przyniesie skutek odmienny od oczekiwanego. Przed rozpoczęciem pisania należy przeanalizować dany temat i pomyśleć, czy zawartość będzie miała korzyść dla czytelników i klientów? czy chętnie podzielą się nią z innymi? A musisz wiedzieć, że podzielą się dopiero wtedy, gdy dzięki niej sami staną się lepsi i Twoja treść odwzorowuje Ich stanowisko w danej kwestii.
Nie chodzi o publikowanie treści w trosce o utrzymanie zgodnego z przyjętymi wytycznymi harmonogramu wydawniczego, ale z pasji wykonywaną pracą, tworzonym produktem czy usługą, zachęcając, a właściwie starając się zarazić pasją i optymizmem swoich czytelników. Czasem też lepiej napisać mniej, ale wysokiej jakości treści.
3. Email marketing
Email marketing chyba się nigdy nie skończy (w przeciwieństwie do SEO, które umierało już kilkanaście razy;) ) jest, jeżeli mogę to tak nazwać, „evergreen narzędziem marketingu cyfrowego” służącym do nie innego celu jak promowania Twojej działalności. Skuteczna strategia e-mail marketingu przekształci „zwykły” mail w środek do osiągnięcia sprzedaży nie gorzej niż inne narzędzia digital marketingu.
Istnieje wiele powodów, aby skorzystać z e-mail marketingu:
Jest to skuteczny sposób na dotarcie i umieszczenie swojej wiadomości przed zacnym gronem ludzi;
Jest dość łatwy do uruchomienia i ma dużą elastyczność;
E-mail marketing odznacza się wysokim zwrotem z inwestycji;
Nosi miano „bardzo małego ryzyka”, łatwo się dostosowuje i podobnie jak inne wymienione wcześniej narzędzia potrafi się zintegrować w pełną strategię tzw. marketingu zintegrowanego.
Konkluzja
Dosłownie, marketing cyfrowy jest obecnie obowiązkowy dla wszystkich rodzajów działalności. Bez względu na to, jaki rodzaj działalności prowadzisz i starasz się rozkręcić. Powyższe narzędzia i metody są sprawdzone i skuteczne, jednak oczywiście trzeba włożyć trochę wysiłku i pracy, aby uzyskać pożądany efekt. Pieniądze? Pewnie większość z tych rzeczy potrafisz zrobić sam, powiem więcej, kto może wiedzieć lepiej i znać się lepiej na Twoim produkcie czy usłudze jak nie Ty sam. Jednak po pewnym czasie dojdziesz do wniosku, że lepiej oddać marketing godnej zaufania firmie, która zrobi wszystko skrupulatnie i rzetelnie, a samemu skupić się na ulepszaniu własnej działalności, wtedy się nie krępuj…
Sieć pełna jest super wypasionych, przemielonych 100 razy i podpisanych każdorazowo innym nazwiskiem porad jak ROBIĆ SEO, jak działa SEO, co to w ogóle jest to całe SEO no i ostatnio z większym zagęszczeniem – czy robota nam się kończy czy dopiero rozkręca? Słowem: jaka przyszłość w SEO, panie dzieju?
No i fajnie. To potrzebne i ważne, bo raz że my, seowcy musimy się trzymać razem, a dwa, że jeśli chcemy dostarczać klientom usługę najwyższej jakości i skuteczności, to oczywiście warto wiedzieć jak ją produkować, jak interpretować i przekuwać w sukces (nasz i klienta ma się rozumić).
Ale, ale, ale…
Zanim w ogóle do tego dojdzie że będziemy mieli co i dla kogo produkować, że trzeba będzie z najdalszych zakątków pamięci długotrwałej wyciągać wszystkie niezbędne szczegóły na temat naszego fachu, najpierw przecież warto by było tego nieszczęśnika klienta pozyskać ;)
Bo czymże jest nasza wiedza, wszak rozległa, jeśli nie mamy jej na kim użyć, a co za tym idzie…zarobić?
Chyba tylko wiedzą.
No niestety. Nie potrzebne mędrca szkiełko i oko, żeby bez głębszej analizy stwierdzić, iż każdy (dosłownie) biznes na tym świecie musi prędzej czy później otrzeć się o klienta.
A ci, wredne małpiszony jedne, rzadko kiedy rosną na drzewach, wpadają na nas w tramwaju, stoją tuż za rogiem z podpisaną umową i – w aspekcie ogólnym – sami do nas przychodzą.
Taak, taaak, wiem: „a myyy, to jesteśmy tacy silky-smooth wspaniali, że do nas to sami klienci walą, bo mamy markę, splendor, sławę [i olbrzymie ego]!”
W każdym razie ci, co tak uważacie – jesteście zwolnieni z dalszej lektury, albowiem Wasza krnąbrność pierwszego stopnia i tak nie pozwoli zasymilować poniższej wiedzy :)
Tenże tekst dedykuję tym, którzy muszą pozyskiwać klientów sami – i są to klienci z sektora MŚP.
Nie ma różnicy, czy jesteś SEO freelancerem, sprzedawcą w agencji interaktywnej (tzw. Performance Marketing Key Account Managerem ) czy też sam prowadzisz firmę (start-up?) i jak biały człowiek zwyczajnie musisz sam nagonić sobie klyentele.
Jestem SEOwcem, ale w tym wpisie podzielę się z Tobą moimi doświadczeniami zdobytymi empirycznie, kilkuletnim doświadczeniem stricte w sprzedaży, a przede wszystkim niesamowitym poligonem, na jakim miałem okazję manewrować pracując w jednej z największych agencji interaktywnych segmentu Marketingu w sieci w Bolandzie, gdzie moim zadaniem było stworzenie produktu SEO oraz zapewnianie, aby dział sprzedaży miał argumentację, audyt, analizę sytuacyjną, ofertę i inne, ważne dla procesu pozyskania klienta materiały. Mało tego – potem jeszcze trzeba było takiego klienta nadzorować. Oh, happy days! haha ;)
Przerobiliśmy (dosłownie) tysiące różnych przypadków, sprzedawcy pozyskali piaszczyliard klientów, a dział produkcji miał z tym niekończącą się wstęgę roboty ;) Ale skupmy się na tym wąskim a za razem bardzo szerokim zagadnieniu: sprzedaży usługi SEOdla małej i średniej firmy.
A wybieramy się właśnie do klienta, który prowadzi swój biznes w jednym z dużych miast, zatrudnia od 5 do 50 osób, jest P.H.U, S.C., lub Sp. z o.o. i działa w jednej z branż, jak np.: mechanika pojazdowa, stomatologia, sprzedaż hurtowa lub detaliczna, usługi doradcze lub księgowe, produkcja i wytwórczość czego tam sobie życzy albo przykładowo zakład pogrzebowy. Słowem: MŚP.
Pierwsza zasada – nie przeginaj, nie fantazjuj, nie ściemniaj.
Zacznę od tej podstawowej zasady, która w wielu przypadkach doprowadziła do zakończenia spotkania lub zwyczajnie do późniejszych problemów, gdy klient zdecydował się zweryfikować zaprezentowaną mu ofertę, audyt, zalecenia czy wiedzę absztyfikanta – sprzedawcy. Nigdy nie wiesz do końca kto siedzi po drugiej stronie stołu.
Miej na uwadze, że Twój rozmówca może być uczony w piśmie, może się znać, mógł wcześniej ryzać swoją domenkę jakimś darmowym audytorem – mógł sprawdzić wiele rzeczy. Jeśli dodatkowo wysłałeś mu swoją prezentację przed spotkaniem, mógł ją zwyczajnie z kimś skonsultować.
Nie daj się wziąć pod włos i nie wyjdź na naciągacza i fantastę. Często szczerość i zwykłe „muszę to skonsultować ze specjalistą od SEO w firmie” pomoże Ci zachować twarz i – jak to się mawia w sprzedaży – „otworzyć” tego klienta.
Przygotuj się możliwie najlepiej – odrób pracę domową na 5+!
source: www.generalpattondemolay.com
Skonfudowany dziadkiem w hełmie? I dobrze. Bo ten jegomość z powyższego zdjęcia to Generał George Patton – jeden z Amerykańskich dowódców podczas II wojny, niesamowity badass motherf*cker. I jak się słusznie domyślasz, nie miał absolutnie nic wspólnego z SEO ;) Słynie zaś – między innymi – z jednego bardzo mądrego i wciąż aktualnego cytatu:
„A pint of sweat can save a gallon of blood”. G. Patton
Co w tym wypadku tłumaczymy nie inaczej, jak: zepnij się na samym początku, odrób swoją pracę domową, przygotuj się – wysiłek poniesiony na początku może Ci tylko i wyłącznie pomóc oraz zaoszczędzić późniejszych problemów, wpadek i rozczarowań.
To niezmiernie istotne aby do spotkania sprzedażowego przygotować się możliwie najrzetelniej. Rzeczy, które trzeba odfajkować przed spotkaniem to chociażby:
Dowiedz się, o czym jest serwis i czym się zajmuje firma klienta
Jeśli nie poznasz firmy, serwisu, produktów i usług klienta to Twoja ignorancja przekuje się zapewne w spektakularny sukces porównywalny z 5-tką w totka, albo (najpewniej) w spektakularną porażkę ;)
Historia zna oba przypadki. Nie mniej pamiętaj, że jeśli pokażesz klientowi że poczytałeś, rzucisz paroma pojęciami branżowymi, paroma nazwami produktów czy czymś, co jest jego indywidualnym rozwiązaniem – zdobędziesz zaufanie. Pokażesz, że się w to na prawdę zagłębiłeś i chcesz pomóc. Wiedza na temat branży i biznesu klienta to ważny element poświadczający Twoją rzetelność i profesjonalizm.
Konkurencja w branży i ta w SERP
Poznaj konkurencję Klienta – zarówno tę ekonomiczną, lokalną (np. sąsiad zza płotu co też prowadzi warsztat i twojemu rozmówcy wszystkich klientów podkrada, kawał skurczybyka) jak i tę w wynikach wyszukiwania. To coś zupełnie innego, bo ta z SERP to często zupełnie nieznane klientowi firmy, które zwyczajnie „wypływają” na podobne co klient frazy i konkurują o nie, często nawet nie wiedząc o swoim istnieniu. Tu z pomocą przychodzi narzędzie Senuto lub SemStorm.
Pokazanie klientowi z kim walczy o obecność na dane frazy, często uzmysławia, że ten sąsiad zza płotu (ten kawał skurczybyka) w ogóle nie posiada serwisu www, albo posiada i jest całkowicie niezoptymalizowany, albo w ogóle ma noindex, nofollow (blokada przed robotami wyszukiwarki) i żyje sobie nieświadomie za tym płotem i tylko tam – bo w Google można go znaleźć tylko na którymś z Yellow Pages.
Pamiętaj o szybkim looku na frazy, na których potencjalnie może klientowi zależeć (sprawdź meta dane, popatrz o czym jest serwis – dasz radę :) – jeśli nie masz CPC oraz liczby wyszukiwań w pamięci RAM i „na oko” nie widzisz czy to trudna branża i frazy, z pomocą przyjdzie Ci Google Keyword Planner albo wspomniane już Senuto czy SemStorm. Na tym etapie warto się przekonać w razie czego, że ten niewielki sklep z oponami może się okazać górą nie do zdobycia ;)
Audyt techniczny strony klienta
Skorzystaj z któregoś z audytorów online, przepuść domenę przez jakąś maszynkę i wydrukuj lub zapisz sobie rezultaty. Technikalia to bardzo dobry „otwieracz”, a poczucie że coś jest nie tak z serwisem, że mogłoby być lepiej to doskonały argument, który w najgorszym wypadku może doprowadzić Cię do samej usługi optymalizacyjnej – jeśli klient nie zdecyduje się na kompletne SEO. Bądź rzetelny – nie ściemniaj jeśli sam nie jesteś pewny. Technikalia to cienki lód, a jeśli nie wiesz do końca kto siedzi po drugiej stronie stołu, nie daj się ponieść fantazji i nie bajdurz. Owszem, powiedz że niezoptymalizowany serwis traci na starcie, wspomnij o czynnikach rankujących, o mobilności/responsywności – ale nie strasz klienta że za tak fatalny sajt zainteresuje się nim ABW – czerstwe kawałki, że „Google pana nie indeksuje bo błędy w kodzie są” to spore ryzyko. Sprawdź też koniecznie kod źródłowy strony (ctrl+u, ewentualnie cmd+u na komputerach dla wegetarian) – jeśli będzie podejrzanie krótki (3-4 linijki) to może być ramka (zamaskowane przekierowanie), które dyskwalifikuje serwis z usługi SEO (chyba, że na dole strony jest pasek przesuwu w bok, to wtedy jest raczej ok ;). Sprawdź też, czy strona nie jest zrobiona we flash’u – to również będzie przeszkoda nie do przeskoczenia. W dwóch powyższych przypadkach, pędź do działu WEB lub dzwoń do znajomego webdesignera i szykuj ofertę na nowy serwis www! ;) To, czy dobrze rozpoznasz sytuację może być determinantem czy w ogóle masz po co przygotowywać klientowi ofertę SEO.
Pamiętaj też, że część techniczna potrafi szybki zanudzić (zwłaszcza panie;) – nie poświęcaj temu godziny, jeśli klient zaczyna ziewać. W takim wypadku powiedz, że audycik i tak zostaje (do poduszki, do poczytania) a Ty lecisz dalej z tematem – i teraz już będzie tylko ciekawiej.
Profil linkowy domeny i potencjalne zagrożenie filtrem
Sprawdź, co się działo z domeną. To też dobry sposób aby dowiedzieć się (choć nigdy nie jest to informacja w 100% pewna), czy klient korzystał z usług „pozycjonowania” i na jakie rozwiązania się zdecydował – jeśli w ogóle. Pamiętaj że profil linkowy może być zaspamowany skutkiem włamu lub – rzadko, ale niekiedy – depozycjonowania. Jeśli jednak wiesz już że klient zmienia „pozycjonera” bo tamten się nie wywiązuje albo już nie odbiera telefonu (filtr?), to masz właśnie bardzo dobry argument, aby upewnić klienta że zmiana jest dobrym dla niego (i jego domeny) rozwiązaniem. Opiniowanie usług poprzednika będzie opisana poniżej.
Z profilu linkowego możesz także wyczytać czy było robione katalogowanie, czy była robiona „szeptanka” oraz inne składowe typowego SEO.
Kopie strony, inne domeny i subdomeny
Dobry reaserch to podstawa – upewnij się, że klient nie posiada zaawansowanego auto-zaplecza ;) w postaci sytych kopii strony 1:1. Przykładowo sklepy home.pl czasem występują skopiowane na developerskiej subdomenie roboczej. Czasem klient (szczwany lis) potrafi kupić sobie domenę .pl, .com.pl i .com – po czym na każdej z nich postawi sobie skopiowaną treść… To też może być pierwszy sygnał, że mamy do czynienia z „Gazelą eBiznesu„, czyli klientem, który WIE, ZNA SIĘ i będzie twierdził, że sam sobie już zrobił trochę tego SEO ;)
Wrzuć w Google starą, poczciwą komendę: site:adresstrony.pl i sprawdź co tam w ogóle jest. Kopie strony wykryjesz chociażby narzędziami: copyscape.com tudzież siteliner.com Kopie wynikające ze złej konfiguracji adresu kanonicznego (www lub bez www) zakładam że wiesz jak sprawdzić.
Sprawdź też jeszcze, czy twój potencjalny klient nie prowadzi aktualnie kampanii AdWords (prowadzi = nieco bardziej kumaty) oraz czy ma na stronie kod Analytics. Nie musi to o niczym świadczyć (ot, webdesigner jak robił stronę to z przyzwyczajenia wstawił), ale jego brak coś już nam na pewno powie :) Zobacz czy w stopce stronie nie podpisała się jakaś firma. Upewnij się czy technologia, w której zrobiony jest serwis, to nie jakiś wynalazek, z którym pogoni Cię Twój podwykonawca albo dział produkcyjny w firmie (powinieneś wiedzieć czego się nie dotykają – o tym mówi się głośno).
Glancuj but, teczka pod pachę, laptopik naładowany – lecimy na spota!
Pominę całą otoczkę, zakładam że skoro robisz w tym przykrym fachu to wiesz o co chodzi, znasz standardy i wstydu nie będzie ;) Skupmy się na konkretach – chcemy dobrze i uczciwie sprzedać klientowi SEO. A może raczej powinienem napisać… chcemy aby klient kupił SEO właśnie od nas!
Aby pomóc sobie to zrobić, nie traktuj klienta z góry. Owszem, to ty jesteś specjalistą, ty się znasz i ty wiesz (będę to podkreślał wielokrotnie) – ale nie bądź gnuśny i zarozumiały. Czasem twoja personalna opinia na temat jego stronki anno domini 1997 może zostać odebrana jako szydera, klient się zbiesi i cały misterny plan pójdzie …. sobie :)
Postaraj się przejąć inicjatywę i utrzymać ją do końca spotkania – to ważne nie tylko w sprzedaży ale i w każdej dyskusji, gdzie występuje słowo przeciwko słowu albo trzeba kogoś do czegoś przekonać (no i mają się posypać banknoty). Jeśli stracisz inicjatywę – klient cie zagnie, ujawnisz w żenujący sposób jakiś (nawet niewielki) brak wiedzy albo zwyczajnie mu się nie spodobasz i go nie przekonasz, to bez inicjatywy nie nazwiesz tego jegomościa swoim klientem.
Sprzedaż usług, w tym SEO, to coś, gdzie trzeba się wykazać maksymalnym profesjonalizmem i wiedzą – pamiętaj, że jesteś specjalistą (jesteś zwycięzcą!!1). Klient nie powierzy swojej domeny i sajtu komuś, kto nie jest wiarygodny. Specjalista ma inicjatywę na spotkaniu i balansuję nią – pomiędzy faktycznie posiadaną wiedzą a fantastyką rodem z książki Lema. Staraj się nie zbliżać do żadnej z obu tych krawędzi.
Jeśli tylko nadarzy się okazja, wypytaj delikatnie o poprzedniego dostawce, kto to był, co robił, co mówił że robi (czy cokolwiek mówił i raportował ;) – jeśli nic nie mówił – wiadomo o co cho. Dowiedz się o tym pozycjonerze ile się da i teraz ważne: nie graj za bardzo na emocjach, nie dołuj klienta… I staraj się nie grać typowo po Polsku – nie atakuj poprzednika, nie oczerniaj go.
Jeśli wiesz cokolwiek o marketingu, to wiesz też że o wiele lepiej jest skupić się na tym, co Twoja firma zrobi lepiej, aniżeli piętnować byłego dostawce i wytykać jego błędy. Skup się na naprawianiu i na tym, co klient zyska – a nie co już stracił.
Nieś tzw. kaganiec (wiem, kaganek – to prowokacja:) oświaty SEO
Staraj się tłumaczyć, wyjaśniać, mówić przystępnym językiem. Wyobraź sobie, że masz jutro spotkanie ze specjalistą od regeneracji pomp wtryskowych (zakładam że nim nie jesteś, jeśli mylnie, to wyobraź sobie że to neurochirurg – tym na bank nie jesteś;) i on ma Ci poopowiadać o swoim fachu, całej tej otoczce i jak to się to dzisiaj robi. Dla wielu ludzi tym właśnie jest to całe „pozycjonowanie” – czarna magia (mimo, że biała).
Mów językiem korzyści
Owszem, poopowiadaj trochę o algorytmie, niech zabrzmi mądrze, że wiesz, że się orientujesz i rozumiesz. Rzuć parę dat i nazw większych zmian (i tu anegdota: kiedyś przy odsłuchu jednej z rozmów sprzedażowych konsultanta znanej firmy segmentu IYP o szwedzkich korzeniach ;) przemiły jegomość wymieniając te większe zmiany w algo, poza Pingwinem i Kolibrem wspomniał również o Dzięciole hehe), ale pamiętaj, że to są dla klienta ciekawostki. On woli się dowiedzieć co zyska, co mu dadzą poszczególne działania i elementy oferty (bo przecież poza szalonym wyścigiem za pozycjami są też inne korzyści) i podejdź do tematu tak, jak z idei ma to do siebie marketing zintegrowany w sieci – wielopoziomowo. Nie tylko link, ale i ruch, wzmocnienie brandu, popularność itp, itd. Nie tylko poprawa błędów na stronie, ale szybsze indeksowanie, zatrzymanie robotów wewnątrz serwisu, przyspieszenie ładowania strony i wiele, wiele więcej.
Nie zapomnij naświetlić różnicy pomiędzy bezpiecznym SEO a „pozycjonowaniem”. Wytłumacz jakie są modele rozliczeń i który z czym się wiąże. Zakładam, że wiesz jak działa rozliczanie się za wcześniej wycenione frazy, jak działa „SEO za 19zł miesięcznie” lub gwarancja pozycji w określonym miejscu i czasie, oraz dlaczego klient powinien omijać takich cwaniaków szerokim łukiem ;) Uświadom klienta, że na efekty trzeba poczekać i mówienie tu o gwarancji to czysty marketing.
Czego nie mówić i czego unikać?
Nie wiem jak skonstruowana jest twoja oferta lub oferta twojej firmy, ale zakładam że sprzedajemy pełnowartościowe, uczciwe i kaloryczne białe SEO (abo nawet i marketing zintegrowany), a tu nie ma mowy o kilku zasadniczych kwestiach, takich jak gwarancje, konkretne pozycje czy inne, pamiętane ze „złotego wieku” aspekty, za którymi większość dzisiejszych SEOwców płacze nocami w poduszkę.
Nigdy nie gwarantuj niczego, co się rzekomo zadzieje (lub nie) w wyszukiwarce Google.
Nie masz na to wpływu – to zewnętrzna firma, której nie kontrolujesz. O efektach prowadzonych działań można mówić w sferze prawdopodobieństwa, ale nigdy pewności, jeśli już musisz jakoś wybrnąć z tematu uzyskania wysokich pozycji w wyszukiwarce. Uzyskanie konkretnych wyników w postaci pozycji jest uzależnione od wieeeelu zewnętrznych czynników. Daruj sobie obietnice i gwarancje :) Są inne słowa, które to opiszą.
Na pierwszej stronie wyników wyszukiwania jest 10 pozycji (chociaż nie zawsze), natomiast firm, które chcą się znaleźć na niej jest dużo, dużo więcej. A jeśli to „więcej” to 56? To jak się wtedy pomieścicie?
Nie wiesz (i nikt nie wie) jak będą wyglądały SERP’y za miesiąc, za rok. To się zmienia – ewoluuje (kurczy się!) organika, zmieniają się (puchną!) reklamy, mixują się mapy, wskakują knowledge graphy i w ogóle cały ten rank brain strasznie miesza.
Sam algorytm zmienia się od 500 o do 700 razy w ciągu roku – wiesz co to algorytm i jak się to ma do Twojej gwarancji pozycji?
A na koniec: konkurencja (może ma 3x taki budżet?), ataki hakerów (tylko czyhają aby zniweczyć efekty wielomiesięcznej pracy), problemy z odnowieniem domeny czy hostingu (damn, i forgot!), depozycjonowanie (ten sąsiad skurczybyk) czy zwykłe błędy w serwisie.
Dlaczego zatem niektórzy wciąż GWARANTUJĄ pozycje, obiecują, zarzekają się i klną na niebiosa, że dowiozą?
To chyba oczywiste: witamy w świecie sprzedaży bez granic :)
Jeśli chcesz już cokolwiek gwarantować, to śmiało – gwarantuj:
Profesjonalizm
Bezpieczeństwo i zgodność z wymogami jakościowymi Google
Zaangażowanie
Najwyższą jakość
Dedykowane i indywidualne podejście
Zawsze odbierany telefon
Wiedzę i doświadczenie załogi w służbie dla jego wyników
Używanie skutecznych, powszechnie uznanych za przynoszące skutki metod, które poza widocznością w SERP (prędzej czy później), dostarczą klientowi kaloryczny ruch.
Itd., itp. – mogę tak długo ;)
Dobra. Jeśli już przedstawiłeś rzeczywistość w optymistycznym, acz nie utopijnym świetle, przeszedłeś przez technikalia, ofertę i ogólną metodykę działania i oczywiście raportowanie (to mega ważne, aby klient wiedział co się dzieje) – pora zamykać.
Fajnie, jeśli wrócisz ze spotka ze „szmatą” (taki żargon sprzedażowy;) ale wiem skądinąd, że w większości przypadków klient musi na spokojnie zapoznać się z umową, musi to z kimś skonsultować albo zwyczajnie zechce porównać Twoją ofertę z inną firmą – bądź da ją do weryfikacji szwagrowi (szwagier się zna).
Nie naciskaj, nie bądź nachalny.
Nie jest dobrze, jeśli jako sprzedawca pokażesz że zależy ci wyłącznie na kontrakcie, za którym kryje się syta prowizja albo zwyczajnie potrzebujesz tego klienta jako startupowiec. Bo to z kolei zapewne podsunie myśl klientowi, że nie jednoczysz się z jego potrzebami, nie zależy ci na jego sukcesie masz „gdzieś” co będzie dalej, jeśli tylko zobaczysz jego podpis na kwicie.
A to niestety obniża Twoje szanse.
Klient musi do końca być przekonanym, że chcesz mu pomóc. Że utożsamiasz się z tym, o czym przed chwilą przez godzinę mu nawijałeś, że to o to chodzi – o pomoc, o ideę – nie o poszerzenie portfolio i kasę.
Jeśli opuścisz to spotkanie utrzymując go w tym przekonaniu – jeśli nie od razu to zapewne na dniach – sfinalizujesz ten deal i będziesz miał to, po co przyszedłeś.
A wiesz, że?
Zakładam że wiesz, ale jeśli nie, to być może pobudzę Twój proces myślowy. Otóż istnieje szereg zwrotów i zdań, które zostały uznane przez super obcykanych szpeniów od NLP i technik podprogowych, jako mega skuteczne i mogące pomóc Ci w dotarciu do najgłębszych zakamarków umysłu Pana Janusza, zasianiu tam spustoszenia i przekonaniu go, aby z tępym wzrokiem i cieknącą śliną podpisał leżący przed nim kwit ;)
Zjednocz się w potrzebach Twojego potencjalnego klienta, utożsamiaj się z jego bólem istnienia w SERP – wpleć na początku spotkania zdanie: „Na pewno zna pan to uczucie, gdy…„. Możesz je powtórzyć na późniejszym w lekko zmienionej formie.
Odkryj na nowo magię słowa „ALE” – korzystaj z niego i intonuj je. To świetny przerywnik skupiający uwagę oraz swoisty klawisz „backspace”, którym skasujesz ostatnią część zdania, chcąc odwrócić od niej uwagę. Przykład (fantasy): „Za taki artykuł content marketingowy trzeba zapłacić kila stów, ALE linki, moc i ruch jaki do pana spłynie są warte o wiele więcej„.
Słowo „spróbuj” jest bardzo niebezpieczne w sprzedaży. Może bowiem oznaczać zarówno sukces, jak i porażkę. Użycie tego wyrazu, nie gwarantuje tak naprawdę powodzenia – UNIKAJ GO jeśli chcesz wyjść z tego przekonywająco i pewnie. Przykład: „Chciałby pan, aby strona wyświetlała się poprawnie na mobilkach? Spróbuję to dla pana załatwić w ramach SEO„. Nooot!
Używaj negacji retrospektywnej (Czuwaj! To ostry nóż, łatwo się zaciąć;) – kończąc spotkanie możesz pokusić się o wstępne (krótkie i delikatne) zanegowanie czegoś – po czym szybko przykryj to przekonaniem, że się myliłeś i w zasadzie to fajnie że tak się to potoczyło. Dobra, skomplikowane, to jedziemy z przykładem: „Gdy do pana wszedłem to byłem przekonany, że pana wiedza o SEO jest na zupełnie innym poziomie, ale teraz już wiem, że pan się bardzo dobrze orientuje i zdaje pan sobie sprawę z tego, jak to istotne dla pana biznesu„. Voila.
Odpuść sobie „dlaczego?„. W zamian spytaj: „Co musiałbym zmienić w ofercie, aby spełnić pana oczekiwania?”
Magiczne słowa sprzedażowe – używaj dowolnie, ile wlezie (byle z sensem;):
80% grupy zazwyczaj nie ma żadnego nastawienia, są neutralni i często grzeje ich to, co mówisz ;)
10% grupy zazwyczaj będzie lobbowała na TAK – konformiści, podchodzisz im, spieszą się.
10% zaś będzie siała defetyzm, będą malkontentami i będą nastawieni bojowo.
Rozmkniń którzy z grupy to ci drudzy – wykorzystaj ich nastawienie, im zadawaj pytania i spróbuj „użyć” ich darmowego entuzjazmu do przekonania (lub uciszenia) tych ostatnich.
No i tyle.
Mam nadzieję że nie zanudziłem Was zbytnio, ale część z czytających (zapewne ci, którzy wytrwali do tego momentu) wie że sama wiedza SEOwa to nie wszystko, jeśli nie potrafisz jej sprzedać i przekuć w realnym piniądz. Samą wiedzą i teorią rachunków nie popłacisz ;)
Po spotkaniu pamiętaj o jakimś mailiku z podziękowaniem – a także o tzw. „follow up’ie” za jakiś czas.
No i trzymam kciuki za coraz szersze portfolio zadowolonych klientów robionych „na biało” – z fajnymi wynikami.
Aha – po przeczytaniu tego wpisu, dodatkowo zapamiętasz to zdanie: W sprzedaży nie ma porażek – są tylko informacje zwrotne!
Wciąż zbyt mało zmotywowany? :D
Udanych łowów :)
Post cover photo: Paramount Pictures, Mary Cybulski
Nie wiem czy jeszcze to kogoś zaskoczy, ale szaleństwo nowej gry Pokemon GO jest chyba w swoim najbardziej zaawansowanym stadium. Generalnie sieć oszalała i wszyscy mówią i piszą o najnowszym viralowym wynalazku cywilizacji, czyli prostej (acz chwytliwej) gierce, która opiera się na geolokalizacji i mapach oraz korzysta z tzw. rzeczywistości rozszerzonej (augmented reality).
W skrócie: chodzi o zbieranie wirtualnych „Pokemonów” przy użyciu smartfona i geolokalizacji, kolekcjonowanie ich i jak to w grach – bycie lepszym (i zapewne fajniejszym).
Jak się okazuje nie jest to zajęcie zarezerwowane dla gimbazy i nerdów, bo już teraz można zauważyć, że na ulicach kręcą się zombie w kwiecie wieku, wgapieni tępo w swoje małe ekrany, szukający wirtualnej zdobyczy w najdurniejszych miejscach miasta.
Nie zamierzamy tego oceniać, bo jak to mawiają: jeden zbiera znaczki, drugi liże znaczki. Zawsze łatwiej ocenić niż zrozumieć -jest zajawka, jest fajnie, bawcie się.
Jedna rzecz wywołała jednak nasze zaniepokojenie…czy to początek apokalipsy? Jeden z Biblijnych jeźdźców jednak nie będzie „śmiercią na koniu” a… Pokemonem?
Fakty mówią same za siebie.
Pokemon GO zdetronizował „porn” w liczbie zapytań w ostatnich 7 dniach.
To ogromny sukces twórców gry (która nawet jeszcze nie wyszła w naszym kraju oficjalnie!) oraz ogromna porażka wielu mężczyzn, którzy dzielnie trwali na straży popularności tego, co zawsze dobrze się kończy ;)
Nasz biznes. Ściślej mówiąc biznes w sieci (uwielbiam to określenie), a co za tym idzie to Google (tak wiele człowieków dalej uważa, że Google to Internet;) chodzi zatem o nasz biznes w Google. A czy Google rozumie Twój biznes? Czy wie czym się zajmujesz? Czy wie gdzie się znajduje siedziba firmy? Co sprawi, że Google zrozumie Twój biznes i zacznie go pokazywać w wyszukiwarce? Te pytania wydają się proste, a odpowiedzi wręcz banalne, ale czy na pewno?
Jeżeli Google nie zrozumie, gdzie znajduje się Twój biznes, jak w takim razie ma go przedstawić użytkownikom Internetu? Z pomocą przychodzi lokalne SEO, a jakże!
Trochę liczb na temat lokalnego wyszukiwania:
97% konsumentów szuka firm lokalnych online;
73% użytkowników smartfonów posiada dostęp do Google Maps;
40% mobilnych wyników wyszukiwań dotyczy firm lokalnych;
Prowadząc biznes lokalny, który opiera się na świadczeniu usług pod wskazanym adresem, na relatywnie wąskim obszarze (dentysta, mechanik, fryzjer, sklep stacjonarny i inne podobne) widoczność oraz reputacja w lokalnych wynikach wyszukiwania jest jednym z najważniejszych elementów Twojego marketingu. Jeżeli nie podasz odpowiednich informacji o swoim biznesie i obszarze świadczenia usług, wtedy masz nikłą szansę, aby Google pokazał to co masz najlepszego do zaoferowania.
Lokalne SEO w służbie Twojego biznesu
Wiemy, że wygląd wyników wyszukiwania wciąż się zmienia.
Google zgodnie ze swoimi zasadami, za każdym razem pokaże Ci wyniki dostosowane do Twojej lokalizacji, jeżeli zapytasz go o miejsce, które jest ściśle powiązane z lokalnością.
W skrócie jeżeli szukasz fryzjera w Warszawie to nie pokaże Ci tego ze Szczecina, to chyba ma sens prawda? ;)
Powiedzmy, że sprawdziłem w Google i moja firma nie wyświetla się ani z adresem ani wśród mapek, co jest grane?
Musisz wiedzieć, że jest kilka ważnych rzeczy, o które należy zadbać, aby Google pokazało Twoją firmę wśród lokalnych wyników wyszukiwania.
Google Moja Firma, czyli mój biznes w Google.
Posiadając wizytówkę w Google Moja Firma przygotowaną z myślą o prowadzeniu biznesu dostajemy możliwość pojawienia się w lokalnych wynikach wyszukiwania oraz w jakże pięknym „wykresie wiedzy” (z ang. Knowledge Graph;) wyskakującym po prawej stronie wyników wyszukiwania.
Dzieje się tak ponieważ w wizytówce możemy podać dużo ważnych informacji dotyczących naszego biznesu: Nazwę firmy, jej adres, numer telefonu, mapę, opinie, zasięg oraz godziny otwarcia. Dzięki temu Google otrzymuje niezbędne dane, aby powiązać nasz biznes i pokazywać go lokalnie.
Jednak musimy pamiętać, że Google pokaże tylko te strony, których fizyczny adres firmy faktycznie znajduje się pod wskazanym przez nas adresem oraz zaufa tym informacjom.
Jak to dalej działa?
Zasada NAP, czyli gdzie jest mój biznes.
NAP oznacza Nazwę Twojego biznesu, Adres, oraz Telefon (z ang. Name, Adress, Phone Number). Najważniejszą zasadą jest, aby te dane zgadzały się w każdym miejscu, gdzie występuje wspomnienie o Twojej firmie (do tego zaraz przejdziemy) m.in. na Twojej stronie czy w Google Moja Firma. Dla Google ważne jest, aby te dane nie były sprzeczne, więc należy zachować ich niezmienność i być możliwie najbardziej konsekwentnym w opisywaniu NAP.
Cytowania, czyli mówią o moim biznesie.
Jak wspomniałem wcześniej cytowania to nic innego jak wspomnienia o Twoim biznesie na innych stronach, które Google obdarzył zaufaniem. Aby jeszcze lepiej pomóc w określeniu czym jest Twój biznes i gdzie się znajduje, korzysta on z ich zasobów. Dodatkowo błędne przedstawianie NAP na różnych stronach może wprowadzać Google w błąd, który nie będzie się zastanawiał czy to ten adres czy inny i po prostu nie pokaże naszej firmy. Dlatego tak ważne jest, aby wspomnienia dotyczące NAP się zgadzały.
Opinie, czyli jak mówią o moim biznesie.
Kiedy już mamy wizytówkę na Google Plus, nasze NAP jest stałe i uzyskaliśmy cytowania z wartościowych serwisów, wtedy kolejnym ważnym elementem lokalnego SEO, nad którym powinniśmy się zastanowić jest zdobywanie opinii.
Jest to ważny etap prowadzenia lokalnego SEO i tym samym bardzo trudny. Głównie z kilku powodów.
Jest nie przewidywalny
Nie mamy nad nim większej kontroli.
Ludzie chętnie zostawiają złe opinie.
Natomiast o te dobre często trzeba prosić.
Poza tym, że przeprowadzono liczne testy i opinie mają wpływ na SEO to jest jeszcze jedna bardzo ważna rzecz, o której nie należy zapominać. Ludzie czytają opinie. Z przeprowadzonych badań przez brightlocal.com wynika, że ponad 88% użytkowników sieci ufa opiniom zostawionym w Internecie tak samo jak opiniom znajomych, dlatego też warto zadbać o pozytywne opinie o naszej firmie i uważać, aby nie przesadzić z ich ilością zwłaszcza jeżeli będzie to wyglądało nie naturalnie.
Lokalne SEO – Konkluzja
Kiedy prowadzimy mały lokalny biznes nie możemy zapominać o marketingu w wyszukiwarce. Nie każdy dotrze do Twojego biznesu pocztą pantoflową lub przejdzie koło witryny czy wielkiego szyldu na ulicy o czym informujemy już od dawna. Celem nadrzędnym SEO jest doprowadzenie do skorzystania z promowanej usługi, a lokalne SEO daje ogromną możliwość zdobycia widoczności właśnie tam, gdzie jest ona najbardziej potrzebna.